wtorek, 9 lipca 2013

Prolog

Sobotnie wakacyjne popołudnie. Siedziałam sama w domu i grałam na fortepianie, który dostałam na dziesiąte urodziny od taty. Uwielbiałam ten instrument, bo mogłam wyrażać wszystkie swoje emocje grając na nim.
 

Babcia nauczyła mnie na nim grać, niestety już nie żyje. Zmarła rok temu. Ciężko było mi się pogodzić z jej śmiercią. Spędzałam z nią bardzo dużo czasu, mimo tego,że była sławną aktorką, ale dla mnie zawsze miała czas. Zabierała mnie do Londynu do swojego wielkiego domu i tam uczyła mnie gry. Nagle z moich myśli wyciągnął mnie dźwięk mojego iPhone'a. Gdy tylko zobaczyłam kto do mnie dzwoni, od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Wzięłam telefon do ręki i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Hej kochanie!- powiedział z radością mój chłopak Philip.
-Cześć! Co tam?
-Zaraz wpadnę do ciebie i gdzieś pójdziemy. Co ty na to?
-Jasne. Właśnie siedzę sama w domu i się trochę nudzę.
-Będę po ciebie za piętnaście minut.
-Ok. Czekam na ciebie. Do zobaczenia!
-Pa pa!
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Mój chłopak Philip zawsze wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Kocham go za to. Jest inny niż wszyscy faceci. Rozumie mnie i wie co mi jest potrzebne do szczęścia. Na dworze było słonecznie i ciepło. Kochałam takie dni jak te, bo w tedy Birmingham jest przepiękne. Dookoła kwitnące kwiaty, falujące drzewa. Stałam teraz przy oknie i podziwiała atuty tego lata, jednak wiedziała,że zaraz będzie po mnie Philip. Pobiegłam szybko do swojego pokoju i zabrałam z niej torebkę. Włożyłam telefon, który wcześniej leżał na stoliku i widząc, że mój ukochany już na mnie czeka, wybiegłam z domu z wielkim uśmiechem na twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz